Oceniam
większe dobro
1. Pierwsze wrażenie: 3,5/5 punktów
‘Większe dobro’, czy też może jak w nagłówku strony ‘Zrób to… dla większego dobra’. Szczerze powiedziawszy nie przypominam sobie, żebym wcześniej widziała podobne określenie, albo przynajmniej nie rzuciło mi się w oczy na tyle bym je pamiętałam. Często słyszałam o ‘mniejszym złu’, ale ‘większe dobro’? Cóż, nie mówię, że to źle. Nazwa wydaje się być oryginalna, choć w niewielkim stopniu i przywodzi na myśl jakieś poświęcenie. Tak, zdecydowanie można stwierdzić, że prawdopodobnie główna bohaterka, ktoś równie ważny lub kilka osób będzie musiało dokonać jakiegoś szlachetnego czynu, chociaż mam pewne obiekcje czy zrobi/zrobią to z własnej inicjatywy. Na razie jednak są to wyłącznie moje skojarzenia jeszcze przed przeczytanie tekstu.
Na stronie, pierwsze co zwróciło moją uwagę był czerwony napis w grafice i tuż obok plamy, prawdopodobnie krwi (może być to również sok z czarnej porzeczki sądząc po barwie, ale osobiście postaram się być bardziej domyślna i stawiam jednak na pierwszą opcję). Dlaczego? Otóż, kolorystycznie wyróżniają się między różnymi odcieniami szarości , które stanowią większość szablonu. Przyznam, że te barwy nieco mnie przygnębiają kiedy za oknem jasne niebo i świeci słońce, ale być może właśnie taki efekt chciałaś uzyskać. Moim zdaniem można by jednak dodać jakiegoś innego koloru, prócz szarego i czerwonego, ale to już jest kwestią gustu.
2. Szablon: 8/15 punktów
Szablon, niestety nie jest twojego wykonania, a niejakiej Tibby od czekolady i w sumie trochę szkoda. Z tym akcentem, nie marnując czasu ani miejsca, pozwolę sobie przejść do odnotowywania ciekawych rzeczy w grafice.
Na pierwszy plan rzuca mi się postać w kapturze, płci pięknej, którą skądś kojarzę ale naprawdę nie wiem skąd. Dziewczyna , na obu zdjęciach wygląda mi na przygnębioną, a przynajmniej smutną, co synchronizując się z szarą barwą wokół daje nam ‘całkowite przygnębienie’. Obok jakaś pożółkła nieco kartka, wtopiona w tło, na której widnieje napis identyczny jak w nagłówku, a nieco wyżej czarne bazgroły. Zza kartki widać stary dwór (przypuszczalnie z XVIII wieku, chociaż pewna nie jestem), który nastraja mnie jakoś tak pozytywnie, w każdym razie podoba mi się. Plamki krwi nie przeszkadzają mi tam jakoś, ale też nie przypadły mi do gustu. Ot, po prostu tam są i tyle. Cała ta prosta kombinacja nie jest jednak zszarzała w całości. Wygląda to tak, jakby ktoś na zwykłe zdjęcie położył jakiś kwadrat z dziwnego tworzywa (może jakiegoś szkła) i do tego nie na wymiar, o szarej barwie, przez który prześwituje obrazek spod spodu. Po za tym główne zdjęcie ma zaokrąglone rogi zza których widzę dziwne skrawki w kolorze czarnym, które z pewnością tutaj nie pasują. Cała grafika jest w jednej bardzo cienkiej białej ramce (która albo jest nie dokończona z prawej strony, albo ten biały pasek wyszedł przypadkiem) oraz w drugiej szerokiej i szarej, która odstaje nieco od ramki z prawej strony, a widać to dokładnie na dole i na górze szablonu. O reszcie wypisałam już w estetyce. Ogółem jednak szablon nie jest do końca dopracowany, chociaż nie wiem jak to jest blog4u, bo nigdy nie zakładałam tam strony.
3. Treść: 14/20 punktów
Już z prologu jestem w stanie dowiedzieć się, że opowiadanie jest fanfickiem pisanym na podstawie powieści pani Rowling. Muszę przyznać, że mimo iż czytywałam swego czasu masę tego typu twórczości ten prolog nieco mnie zainteresował. Niestety nie poprzez treść, a zróżnicowane słownictwo i nawet ładny styl. Madeleine jest dorosłą czarownicą i matką Eve, głównej bohaterki. O ojcu nie wiemy dokładnie nic, prócz tego że żył kiedy Madeleine była w ciąży. Cała akcja dzieje się we Francji, czyli tym samym nie będziemy mieli do czynienia z nudnym Hogwartem, ale z Beauxbatons, więc jest jeszcze nadzieja, że popiszesz się wyobraźnią przy opisie tego miejsca. Czytając prolog dowiaduję się również, że rodzina Probe ma sporo nadpobudliwych skrzatów, które będąc mistrzami kuchni, nie wiedzą do czego służy herbata i obawiają się, że przez nią rodzina nie zechce zjeść obiadu. Hm… ten fragment najmniej przypadł mi do gustu, był dosyć dziwny chociaż w miarę odzwierciedlił charakterystyczna cechę tych stworzeń.
Prawie bym zapomniała, w tejże części Eve dostaje również tajemniczy list o nieznanej mi treści, z której rodzice niezmiernie się cieszą, więc musi być to nic innego jak papierek pozwalający uczęszczać jej do szkoły magii. Hura. Prolog kończy się w momencie kiedy Eve wraz z gromadką rówieśników wchodzą do Sali Uczt i chociaż dziewczyna z początku boi się, że wszyscy będą już umieli chociaż podstawy magii, a ona jakimś cudem jeszcze nie, to kiedy otwierają się wrota do wspomnianej sali czuje że jest w domu. Co do końcówki, szkoda że nie dałaś tam opisu zewnętrznego Beauxbatons, po drugie odczucia Eve są łudząco podobne do odczuć Harry’ego, z tym że dla niego Hogwart był
jedynym prawdziwym domem.
Po przeczytaniu pierwszego rozdziału czuję się zawiedziona, ponieważ nie zobaczyłam ani jednego opisu pałacu, ani też Ceremonii jaka odbyła się w Beauxbatons według twojego pomysłu. Szkoda. Ponadto przeszłaś na pierwszoosobówkę i mimo że nieźle ci to wychodzi osobiście bardziej podobały mi się twoje opisy w trzeciej osobie. Czytając dowiaduję się, że są wakacje, a kilkunastoletnia Eve tęskni za szkołą i skreśla dni na kalendarzu. Czas spędza we własnym pokoju pisząc listy do przyjaciół i chłopaka, kiedy niespodziewanie przez drzwi wchodzi ciotka w rozmiarze XXL i daje jej jakąś szmatę, którą uważa za ładną sukienkę. Następnie odchodzi, zostawiając załamaną Evę. Nagle w magiczny sposób okazuje się, że właśnie rozpoczął się kolejny rok, dziewczyna wita się z przyjaciółmi, chłopakiem i wszystko byłoby cudownie gdyby ukochany nie zechciał porozmawiać z dziewczyną. Niestety, zechciał.
Trzeci rozdział i dowiaduję się, że początkowo niewinna wymiana zdań Evy i Mathesa zakończyła się burzliwą awanturą, a dziewczyna unika go jak ognia, ponieważ nie potrafi się na niego gniewać otwarcie. Bohaterka popada w dziwną melancholijność i rozmyśla nad tym co jest dobre, a co złe. Zadaje mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Mniej więcej w tym momencie wyskakuje, jak Filip z konopi, wzmianka o Czarnym Panu i do końca rozdziału pląta się gdzieś na horyzoncie. Po przeczytaniu rozdziału domyślam, się że chłopak Eve dołączył do grona Śmierciożerców, dzięki namowom krewnych Malfoy’ów. Nawet nie zdążyłam przywyknąć do tej myśli, kiedy ‘bum!’ i już koniec roku. Jak szybko leci ten czas, tylko ile lat ma teraz Eve?
W trzecim rozdziale dziewczyna wraca do domu na wakacje, spotyka się z matką i wreszcie jest jakaś wzmianka o ojcu, z czego wynika że wciąż żyje tyle że prawdopodobnie jest typem pracoholika, więc co poradzić że tak mało go w życiu Evy? Wciąż nie wiem jak wygląda. Dalej bohaterka spotyka się ze swoim chłopakiem w barze o nazwie ‘Ciel’ (na widok której wybuchłam niepohamowanym śmiechem) i tam podejmuje z nim konwersację. Mathes jeszcze nie jest Śmierciożercą, ale był na jednym ich spotkaniu. Jest niezwykle tym faktem podekscytowany lecz potrzebuje pomocy swojej dziewczyny przy zabiciu jakiegoś nieznanego jej człowieka. Eve oburzona odmawia, a chłopak wychodzi. Podczas samej rozmowy widać, że Mathes bardzo się zmienił, stał się wybuchowy i patrzy na swoją dziewczynę z niechęcią kiedy słyszy jej dezaprobatę. Pod sam koniec rozdziału Eve zmienia jednak zdanie i postanawia mu pomóc, mimo że zabójstwo ma na celu przypodobanie się Czarnemu Panu, który powierzył mu to zadanie jako sprawdzian wierności. Właśnie w tym rozdziale Mathes, używając sformułowania pochodzącego z adresu strony, przekonuje swoją dziewczynę tłumacząc, że chociaż morderstwo jest rzeczą złą, trzeba się poświęcić i zrobić to dla ‘większego dobra’, ponieważ człowiek któremu chce odebrać życie zrobił coś co Czarny Pan uznał za niewybaczalny występek. Chłopak zdaje się uważa Czarnego Pana za jakiegoś dobroczyńcę dążącego do oczyszczenia świata z wszystkich złych ludzi.
Ogółem najbardziej podobały mi się opisy, pomysł raczej pospolity i chociaż starałaś się nadać mu oryginalności to jednak wyszło ci tak na dwa razy. Trudno jest jednak napisać coś jedynego w swoim rodzaju kiedy w sieci jest takich opowiadań w trzy i trochę. Szczególnie kiedy ktoś chce wprowadzić wątek Czarnego Pana. Chociaż szczerze mówiąc była to jedyna rzecz, której się nie spodziewałam i która mnie zaskoczyła.
Teraz parę błędów. Nie było ich znowu aż tak dużo i w większości były to błache pomyłki, ale wyłapałam parę.
- ‘Patrz! Wyciągnęła w jej stronę rączkę, w której trzymała dużą kopertę.’ – brakuje myślnika po słowie ‘patrz’.
- ‘Przerwało jej wejście ojca, którego także trzeba było poinformować o tejże informacji. Ojciec zareagował tak samo, jak matka i dziewczynka musiała go także uspakajać.’- powtórzone słowo ‘także’ można byłoby zastąpić innym słowem np. również
- ‘Przez pierwsze dwa tygodnie aktywnie wysyłałam do rodziców listy, z prośbą, by pozwolili mi zostać w szkole na święta.’- ‘aktywnie’? Ładniej brzmiało by chociażby ‘często’ , ‘notorycznie’, ‘nagminnie’ lub ‘wielokrotnie’, bo tamto słowo jakoś tak mi nie pasuje.
- ‘Coś było duże, wstrętne i przypominało szmatę, której skrzaty używały do czyszczenia podłogi, tyle że owe Coś posiadało chyba wszelkie możliwe kolory świata i mnóstwo ozdóbek.’- nie było potrzeby pisania słowa ‘coś’ z wielkiej litery, można było ująć je w cudzysłów
- ‘Był całkiem przeciętny. Miał przeciętny wygląd, zachowywał się jak przeciętny uczeń, wyniki w nauce też miał przeciętne.’- powtórzenia można zastąpić innymi słowami lub tak przekształcić część zdania by nie było koniecznosci pisanie podobnego słowa. Np. ‘Był całkiem zwyczajny i niczym się nie wyrózniał. Miał przeciętny wygląd, zachowywał się jak typowy uczeń, a w nauce też nie był orłem.’
4. Estetyka: 2,5/5 punktów
Po pierwsze czerwony kolor którego używasz do pisania tytułów (a właściwie Rozdziału IV) rzuca się wprawdzie w oczy, ale trudno jest odczytać taki napis, szczególnie na szarym tle i przy moim zbolały już wzroku. Po za tym nie pasuje do czerwieni jaka jest w grafice, a swoją drogą tamten odcień pasowałby znacznie lepiej.
Po drugie jakby nie patrzeć, z reklamą na górze czy bez, część menu ponad tekstem albo na niego wchodzi, albo na główną grafikę (taki widok miałam z Opery, ale po chwili namysłu otworzyłam tę samą stronę na Explorerze i Firefoxie- tam wygląda to nawet przyzwoicie bez reklamy). O szarej ramce nie będę już powtarzać. Po za tym kolor czcionki jest ładny i przejrzysty, szkoda tylko że część ulubionych masz w avatarach, a część w linkach. Można by tak się w końcu zdecydować.
5. Dodatki: 3/5 punktów
Niestety nie mogę dostać się do działu ‘o mnie’. Linki podzielone według dwóch kategorii, jakaś zielona, migająca reklama, która razi w oczy przy całej tej wszechobecnej szarości. Na tym dodatków koniec. Z jednej strony mało, ale po tym co z reguły ludzie wypisują w działach dodatkowych, wcale nie czuję niedosytu. Chociaż miło by było napomknąć w jakimś widocznym miejscu, że piszesz fanfick na podstawie powieści Rowling i dział ‘o mnie’ idealnie by się do tego nadawał.
6. Podsumowanie: 31/50
Blog trafia do kategorii ‘Przeciętne’. Teraz będzie krótko, bo nie mam ochoty się powtarzać i trochę mnie już ślepia bolą od tego ślęczenia przed komputerem. Wyglądasz mi na osobę oczytaną i przez pisanie podobnym fanficków niewątpliwie rozwijasz swoje zdolności, więc ani mi się waż przestawać nawet jeżeli pomysł był przeciętny. Potraktuj to trochę jak swoistego rodzaju ćwiczenie, bo żeby pisać dobrze trzeba ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, a ty jesteś na dobrej drodze. Ciekawe pomysły przyjdą, mam nadzieję z czasem.
Ponadto radzę ci, albo samemj popraciować nad szablonem, albo poszukać bardziej dopracowanej grafiki pod kątem estetyki. Często właśnie wygląd strony decyduje czy dana osoba zdecyduje się na przeczytanie twojego opowiadania czy tez nie. Jeżeli będziesz prezentować coś, co przyciąga wzrok, nie razi pod względem estetyki ani gamy kolorów z pewnością zyskasz wartościowych czytelników (chociaż tych co przyszli tylko po to byś przeczytała ich opowiadania pewnie też przybędzie).
Ezriane